„Wpychał mi JĘZOR do ust i gmerał w MAJTKACH” Kora SZCZERZE o …

W ostatnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” siostra Kory opowiedziała o dramacie, który one, jako małe dziewczynki, przeszły w domu dziecka. Dlatego przypominamy głośny wywiad wokalistki, którego udzieliła tuż przed premierą piosenki, w której opowiedziała o tych strasznych wydarzeniach.

W 2010 roku w wywiadzie udzielonym dla „Wprost”, Kora otworzyła się przed dziennikarzem. 4 dni później premierę miała niezwykła piosenka Kory. „Zabawa w chowanego” opowiadała o tragicznych dziecięcych wspomnieniach z molestowaniem seksualnym w tle. Sprawcą traumy był ksiądz.

„Można milczeć długo, można długo. Na dno pamięci upychać obrazy. Zastanawiać, kto był temu winny” – takimi słowami rozpoczyna się piosenka, która opisuje traumatyczną historię dzieciństwa Olgi Sipowicz. W wywiadzie tłumaczy, że przez lata nie była w stanie nikomu o tym, co ją spotkało, powiedzieć. Przyznała, że była wychowywana w poczuciu, że kobieta jest grzesznym narzędziem, że to ta Ewa, to jabłko, że wina była w niej. Mimo, że to przecież ona była ofiarą „starego obrzydliwego księdza”. „Był starym śmierdzącym człowiekiem, który wpychał mi jęzor do ust i gmerał w majtkach” – mówiła w wywiadzie.

„Szliśmy powoli do domu cudnego, by jeść winogrona w sposób arcyśmiały. Z majteczek, z ust do ust i ust. Z rąk dziecinnych tak małych”. Fragment ten nawiązuje do domu księdza, który był cały obrośnięty winoroślą. Kora wspominała: „Rodziła pyszne, słodkie winogrona. W moim dzieciństwie winogrona były czymś, co znałam z rysunków, tak jak dziecko mieszkające na Syberii zna krowę”. Ale winogrona nie były jedyną słodyczą, jaką częstował ją ksiądz. Gdy w wywiadzie powracała do chwil, które mrożą krew w żyłach, opowiadała:

„W domu dziecka spędziłam pięć lat i tak naprawdę to właśnie tam dostałam pierwszą lekcję uległości wobec nienormalnych zachowań księży. […] Gdy proboszcz skończył śniadanie, rozpoczynało się spotkanie z dziećmi. Pod sutanną miał spodnie, a w tych spodniach cukierki w głębokich kieszeniach. Nie dawał nam ich sam. Dziewczynki musiały podchodzić po kolei i grzebać w tych kieszeniach, by znaleźć cukierka. A przy okazji grzebały wiadomo gdzie. […] Zakonnice o wszystkim wiedziały, wszystko działo się na ich oczach. Były strażniczkami tego cichego szaleństwa, tej sparaliżowanej zgrozy”…czytaj dalej>>