To ON ZMIAŻDŻYŁ dwumiesięczne dziecko! LINCZ na jego Facebooku.

Daniel G. (29 l.) z Chotomowa (Mazowieckie) to bestia w ludzkiej skórze. Regularnie wyżywał się na swoim zaledwie dwumiesięcznym synku Kamilku. I pewnie katowałby maluszka jeszcze długo, gdyby nie pracownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Podczas wizyty zauważył siniaki na ciele Kamilka. Chwilę później niemowlak trafił do szpitala, a jego ojciec z kratki.

 

Internauci znaleźli jego profil facebookowy – trwa tam istny lincz na niego. Groźby śmierci to jedne z lżejszych komentarzy. Użytkownicy planują publiczny lincz zwyrodnialca. Sprawą licznu zajmie się policja.

Daniel G. ze swoją partnerką Dagmarą N. (19 l.) poznali się w ośrodku dla uzależnionych. On był wcześniej karany, ona spędziła kilka lat w domu dziecka. Kiedy na świat miał przyjść Kamilek, wynajęli pokój w domu jednorodzinnym w Chotomowie pod Warszawą. Daniel G. nie chciał tego dziecka. Nie dał mu swojego nazwiska. Mały dostał więc nazwisko mamy Dagmary i imię po babci Kamili. Na zewnątrz sprawiali wrażenie normalnej rodziny.
– Nie było słychać, żadnych odgłosów bójek czy krzyków z ich domu. Nikt nawet nie pomyślał, że może tam się dziać taka tragedia – mówią wstrząśnięci mieszkańcy stojących po sąsiedzku domków. W ubiegły piątek rodziców Kamilka odwiedził pracownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Od razu zauważył, że maluszek jest cały posiniaczony. Bez chwili zawahania zadzwonił po służby.

– Pracownicy pogotowia i lekarz nie mieli wątpliwości, że wobec niemowlęcia była stosowana przemoc fizyczna – mówi Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Kamilek natychmiast trafił do szpitala. – Po badaniach w szpitalu okazało się, że niemowlę ma połamane żebra, kość łonową, kości czaszki i wiele siniaków na całym ciele. Biegły sądowy orzekł, że tak rozległe obrażenia nie mogły powstać przypadkiem – mówi prokurator.
Kiedy lekarze starali się ulżyć w cierpieniu skatowanemu Kamilkowi, jego ojcem zajął się prokurator. Daniel G. częściowo przyznał się do winy. Jak nieoficjalnie udało się nam ustalić tłumaczył, ze synek wypadł mu z rąk przy przewijaniu.

Zbigniew Ziobro dowiedział się o tych wydarzeniach wieczorem 12 września i natychmiast – korzystając ze swoich uprawnień jako Prokuratora Generalnego – wydał prokuratorom polecenie, żeby zaostrzyli zarzuty wobec oprawcy – na usiłowanie zabójstwa. A za to już grozi dożywocie.

/FAKT24.pl