Korwin Mikke znowu ODLECIAŁ! Przegiął bardziej niż zawsze?

Jak podaje nczas.com Korwin Mikke przewiduje wybuch wojny…”Zadziwiające – ale ludzie nie panikują. Nikt nie rzuca się do sklepów po cukier, sól i konserwy, nikt nie napełnia w garażu zbiorników na benzynę. Najwyraźniej ludzie albo nie zdają sobie sprawy z sytuacji – albo uważają, że jak będzie wojna atomowa, to już i tak wszystko jedno…. Albo też po prostu przestali zwracać uwagę na wypowiedzi polityków. 

Proces inflacji rozpoczął się jeszcze w latach sześćdziesiątych na Dalekim Wschodzie, kiedy to Chińska Republika Ludowa zaczęła udzielać Stanom Zjednoczonym „poważnych ostrzeżeń” i „bardzo poważnych ostrzeżeń”. Tych ostatnich udzieliła coś ponad pięćset. Ile było „niepoważnych”, tego nikt nie wie – choć w archiwach chińskiego MSZ na pewno coś takiego spoczywa.

Obecnie prym wiodą muzułmanie – i to zarówno szyici z Persji, którzy ostrzegają USA przed katastrofalnymi konsekwencjami, jak i sunnici spod znaku „kalifatu” (czy ten samozwańczy „kalif”, nazywający się bezczelnie „al Baghdadi”, choć w Bagdadzie nigdy nawet nie był, jeszcze w ogóle żyje?), którzy ostrzegają cały Zachód. W tradycje maoizmu dzielnie wpisuje się Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, która przynajmniej ma jakieś bomby atomowe i pożal się Boże rakiety do ich przenoszenia. Do zniszczenia sporego kawałka Japonii to jednak zupełnie wystarczy.

Ostatnio włączył się w to JE Donald Trump, który rozpoczął od obietnicy, że wybuduje na granicy z Meksykiem Wielki Mur – a Meksyk za niego zapłaci. A dalej to już poszło. Na zmianę a to obiecuje zniszczyć Koreę Północną, a to spotkać się z Umiłowanym jej Przywódcą. A to wstrzymuje sankcje nałożone na Federację Rosyjską, a to grozi nałożeniem nowych…

Nawet JE Włodzimierz W. Putin dostroił się nieco do tego tonu, oświadczając, że USA, UK i Republika Francuska poniosą „bardzo poważne konsekwencje” rakietowego ataku na Syrię. Przy czym do dziś właściwie nie wiadomo, ile tych rakiet wystrzelono, ile trafiło w cel i czy w ogóle ktoś od tego poniósł śmierć – bo Amerykanie o tym ataku Rosjan starannie poinformowali.

Więc ludzie przestali już na to wszystko zwracać uwagę

Tymczasem sytuacja jest rzeczywiście poważna. Jedynie świadomość, że obydwie strony posiadają spore arsenały jądrowe, powstrzymuje świat przed wojną. Bo ludzie już znów chcą wojny. Młodzi ludzie chcą dokonywać bohaterskich czynów jak ich przodkowie – a w ogóle mężczyźni wiedzą, że wojna oznacza koniec rządów feministek, (tfu!) „gejów” i zmniejszenie władzy urzędników. Pytanie tylko, czy nie ma innego sposobu na pozbycie się tych – groźnych dla narodów – pasożytów.

Ja jednak obserwuję z niepokojem inny symptom zbliżającej się wojny: odwracanie sojuszów.
Układy zapewniające globalną równowagę powstały jeszcze w latach czterdziestych. Jednak układ sił się zmienił, więc też i równowaga musi być osiągnięta, być może, w inny sposób…

Jeszcze pół roku temu w Parlamencie Europejskim Rosja i Chiny to był wróg. Wróg ideologiczny – bo tam jest mniej d***kracji, bo tam nie pozwalają szarogęsić się (tfu!) „gejom”, lesbijkom i innym dziwadłom, bo tam jest znacznie mniej socjalizmu, co oznacza „wyzysk ludzi pracy” i „dumping społeczny”. Prostowałem te bzdury o Chinach i Rosji – co spotykało się z przyjęciem bardzo zimnym. Krotko pisząc: uważano mnie, jak i w Polsce, za rosyjskiego lub chińskiego agenta. W najlepszym przypadku za poputczika. Nikt mi tego wprost nie powiedział, bo jest jednak jakiś savoir-vivre – ale dało się to odczuć.

/nczas