Handel DZIEĆMI, zmuszanie do chrztu, FANATYZM! Matka Teresa – nowe FAKTY!

Policja z indyjskiego stanu Jharkhand zatrzymała dwie kobiety w związku z oskarżeniami o handel noworodkami. Jedna z nich jest zakonnicą Misjonarek Miłości. Kongregacja został założony przez Matkę Teresę. Sama święta w przeszłości również była oskarżana o handel dziećmi. To także nie pierwsze przypadki sprzedawania noworodków przez Misjonarki Miłości, które bada policja.

 

To nie pierwszy raz, kiedy policja oskarża Misjonarki Miłości o handel dziećmi. Podobny skandal wybuchł m.in. w 2011 roku w Kolombo, stolicy Sri Lanki, gdy tamtejsze władze aresztowały przełożoną misjonarek, siostrę Elizę. Także sama Matka Teresa była oskarżana o handel dziećmi. Na możliwość czerpania pieniędzy ze sprzedaży dzieci bogatym parom z Zachodu, wskazywał m.in. największy oponent świętej, dziennikarz Christopher Hitchens.

Tym razem policja w Ranchi, stanie Jharkhand oskarża o proceder siostrę, która służyła w hostelu dla ubogich ciężarnych. Zarzuty usłyszały także dwie pielęgniarki. Kobiety są podejrzane o sprzedaż co najmniej sześciorga dzieci. Jak podaje „New York Times” jedna z pielęgniarek przyznała się do pomoc w sprzedaniu czworga noworodków.

Sprawa wyszła na jaw, gdy lokalne władze przeprowadziły niezapowiedzianą kontrolę w ośrodku. Zauważyli wówczas, że wspomniana pielęgniarka dziwnie się zachowuje. Jak się okazało, kilka dni wcześniej pośredniczyła w transakcji sprzedaży dziecka, za które otrzymała 1,7 tys. dolarów. Po kontroli odebrała noworodka rodzicom i oddała go biologicznej matce, jednak nie zwróciła parze całej sumy. To spowodowało, że złożyli skargę. Co istotne, oficjalnie kongregacja Misjonarek Miłości nie zajmuje się w Indiach adopcją.
W 2015 roku zakon poinformował, że nie zgadza się na liberalizację prawa, które pozwala na adopcję dzieci również rozwiedzionym i singlom. Od tego momentu adoptowanie dzieci z indyjskich sierocińców sióstr nie jest rzekomo możliwe.

 

Zakonowi zarzuca się także zmuszanie nieświadomych chorych do chrztu a hospicja nazywa się „umieralnią” ponieważ nie stosowano w nich nawet leków przeciwbólowych, nie wspominając o jakichkolwiek standardach medycznych. Ponadto faktem jest przyjmowanie pieniędzy przez samą Matkę Teresę od skorumpowanej rodziny z Haiti. Prawdopodobnie tylko 5% otrzymanych datków trafiło do potrzebujących – resztę wydano na budowy klasztorów oraz przekazano Watykanowi.

W 1991 roku na łamach „The Lancet” dr Robin Fox zakwestionował kompetencje personelu w tzw. „domach dla umierających” w Kalkucie. Jego zdaniem byli to głównie wolontariusze, a nie osoby z wykształceniem czy wiedzą medyczną. Zwrócił m.in. uwagę na podawanie niewłaściwych leków czy umieszczania chorych nieuleczalnie, obok osób, które można wyleczyć, a których stan w efekcie pogarsza się z powodu nabytych infekcji. Fox potwierdził także niechęć do stosowania środków przeciwbólowych. Według pracy z 2013 roku opublikowanej przez Uniwersytet w Montrealu, w momencie śmierci Matki Teresy w 100 państwach funkcjonowało 517 misji, w których pacjenci bywali pozostawienie na śmierć.

Matka Teresa nie miała problemu z przyjmowaniem pieniędzy z kontrowersyjnych źródeł. Najgorętsze emocje budzą jej związki z rodziną dyktatorską Duvalier z Haiti. Jean-Claude Duvalier przyznał jej odznaczenie w 1981 roku. Matka Teresa wielokrotnie pozytywnie wypowiadała się o dyktatorze. Kontrowersyjne relacje łączyły ją z socjalistycznym dyktatorem Albanii, Enverem Hodżą. Po jego śmierci udała się do Albanii i złożyła kwiaty ja jego grobie.

Pieniądze przyjęła także od zamieszanego w skandal korupcyjny Charlesa Keatinga, a po aresztowaniu otwarcie go wspierała. Prokurator prowadzący jego sprawę proponował Zgromadzeniu, aby otrzymanie pieniądze zwrócono osobom, które okradł Keating, ale nie otrzymał odpowiedzi.

 

Chorzy umierali w męczarniach, sama Matka Teresa twierdziła, że cierpienie pomaga łączyć z Bogiem. Zamiast medycyny oferowała pomoc … modlitwą, przyjmując jednak ogromne sumy jako datki. Co ciekawe chorując samemu błyskawicznie znalazła się w klinice w Szwajcarii oraz USA…

 

W bulwersującej sprawie głos zabrał znany profesor teologii i były dominikanin, Tadeusz Bartoś. Jak stwierdził w rozmowie z Tok FM, Zgromadzenie Misjonarek Miłości nie objęło należytą opieką chorych, którymi się zajmowało. W organizacji, według naukowca, można znaleźć „elementy struktury sekty”. Chorzy żyli w skrajnej nędzy, w urągających człowiekowi warunkach sanitarnych, a przytułki były jedynie „domami dla umierających”.

 

Zachwyt nad cierpieniem, bólem, wpatrywanie się w brud, nędzę, umieranie i dostrzeganie w tym Jezusa to specyficzna duchowość – ocenił prof. Bartoś. To było atrakcyjne, Jan Paweł II brał to bez zastrzeżeń. Przytułki zakładane przez misjonarki miłości trudno nazywać lecznicami. Te siostry nie pomagały chorym i umierającym. Miały tylko być, modlić się, asystować przy umierających. Chcą się napawać swoją dobrocią. Momenty duchowości, które są perwersyjne, narcystyczne. Ja tego nie wymyśliłem, wystarczy poczytać wielkich mistrzów mistyki chrześcijańskiej.

 

Okazało się, że podziwiana na całym świecie Matka Teresa z Kalkuty oraz Zgromadzenie Misjonarek Miłości przez lata ukrywało miliony dolarów, które miały być przekazane na pomoc cierpiącym i umierającym. Dzięki międzynarodowej sławie do sióstr napływały regularnie olbrzymie pieniądze od darczyńców z całego świata. Niestety, nie były one przeznaczane na pomoc potrzebującym. Matka Teresa trzymała miliony dolarów na tajnych kontach, podczas gdy w tworzonych przez nią przytułkach panowały skandaliczne warunki. Brakowało w nich pomocy medycznej dla umierających i nie dochowywano elementarnych zasad higieny.


Komentarze